poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Poczu­cie hu­moru by­wa cu­dow­nym fil­trem do znie­czu­lania smut­nej rzeczywistości.

Pajac! Po raz kolejny slyszysz padające w Twoim kierunku inwektywy. Znosisz niemiłe słowa, obraźliwe określenia. Ale nie to jest najgorsze. Najbardziej frustrujący dla Twoich przeciwników jest fakt, że słuchasz tego z uśmiechem od ucha do ucha.
Bezczelność? Nic bardziej mylnego. Nie naruszasz zasad dobrego smaku, nie śmiejesz się
z ludzi, którym należy się szacunek, nie kpisz z sacrum. Ty po prostu otrzymałeś z Góry dar, którego niektórym nigdy nie będzie dane poznać. Masz cechę, dzięki której porywasz tłumy, a jednocześnie kolekcjonujesz oponentów. Tym skarbem a jednoczesnym przekleństwem jest poczucie humoru.
Nie jeden raz napytałeś sobie biedy śmiejąc się wśród osób, które tego kompletnie nie rozumiały. Znasz dokładnie czym jest poczucie wyobcowania, gdy wokoło same "dinozaury". Tak, tak właśnie ich nazywasz. Po wycieczce w Parku Jurarskim upewniłeś się, że ta etykietka pasuje do nich jak ulał. Są takimi skostniałymi istotami, pozbawionymi ludzkich odruchów. Już dawno zapomnieli co to znaczy żyć, oni egzystują- majestatyczni, nieporuszeni nikim i niczym, dokładnie jak te kolosy z ery mezozoicznej.Nie wybuchają śmiechem na dźwięk dowcipu. Ze śmiertelną powagą odbierają ironię. Obrażają się, gdy robisz sobie z nich żarty. Nie znoszą lekkości bytu, dla nich wszystko jest poważne niczym muzyka wiedeńskich klasyków.
Ty jesteś dla nich kosmitą z odległej galaktyki. Kimś niepojętym, a przez to odrzucanym.
A może nawet kimś, kogo się boją? Masz własne zdanie, dystans do samego siebie, pogodę ducha. Coś, czego oni nigdy nie doświadczą. A może coś za czym tęsknią, czego pragną,
o czym śnią po nocach? Pokazujesz im, że bycie błaznem nie musi oznaczać czegoś pejoratywnego. Że poczucie humoru ułatwia życie, pomaga przeźyć trudne chwile bez snucia ponurych wizji. Wreszcie, że uśmiech odwzajemnia uśmiech.
Początkowo jesteś jedynym Stańczykiem na tym królewskim dworze Szarej Eminecji, zwanej życiem. Lecz Twoja determinacja i pragnienie uczynienia świata bardziej kolorowym powodują coś, co wydawało się niemożliwe. Postaci w czerwonych strojach z czapeczką
z trzema rogami zakończonym dzwoneczkami jest więcej i więcej.
Tak, dzięki Tobie ludzie uznali poczucie humoru za odskocznię od szarej rzeczywistości.

środa, 14 sierpnia 2013

Nigdy nie ufaj niczemu i nikomu, jeśli nie wiesz, gdzie jest jego mózg.

Ufasz. Kochasz, więc zaufanie wydaje Ci się być czymś naturalnym. Takim dwupakiem,
z którego cieszysz się podczas wizyty w supermarkecie. Owocem promocji, wynikiem wyprzedaży. Wiesz, że obniżki często są tylko chwytem marketingowym, że
w rzeczywistości są dla Ciebie ofertą niekorzystną. Mimo to, co wiosnę i co jesień dajesz się ponieść chwili. Wpadasz w wir zakupów, nabywasz bez opamiętania. A po kilku tygodniach, przeglądając swoją szafę, nie możesz uwierzyć, jak byłeś naiwny.
I dokładnie tak samo jest z zaufaniem. Nie tylko do partnera. Nie ma sensu po raz kolejny rozwodzić się na temat związków i miłości. Zbyt wielu mędrców tego świata to robi. Zastanów się raczej nad zaufaniem do innych ludzi. Często niekoniecznie Ci bliskich. Masz doła, a tu na horyzoncie pojawia się znajomy. Znacie się z widzenia, rozmawialiście kilkakrotnie, przelotnie, na ulicy. I takiej osobie decydujesz się zwierzyć. Nie zastanawiasz się czy to odpowiedni moment, a przede wszystkim czy to godna zaufania osoba. Masz ogromne pragnienie kontaktu, wyżalenia się, wyrzucenia z siebie całej żółci. I robisz to. Jest Ci lżej, nieprawdaż?
Tylko nie pomyślałeś o konsekwencjach. O tym, że nie każdy człowiek jest uczciwy. O tym, że nie wszyscy są tak lojalni jak Ty. Że nie każdy umie trzymać język za zębami. Na swoje nieszczęście, na taką właśnie jednostkę trafiasz. Nie potrafił siedzieć cicho, gdy Ty liczyłeś na dyskrecję. Twoją tajemnicę przekazał dalej i to do ludzi, których przyjaciółmi nigdy byś nie nazwał. Nieświadom powagi sytuacji czy żądny sensacji? Jakie to ma teraz znaczenie.
O czymś intymnym wie teraz każdy wokoło.
Twój dwupak będzie Ci się odbijał czkawką. Oj, chyba ta kawa nie miała zbyt długiego terminu ważności. Ale co tam, najważniejsze, że była tania, czyż nie? A jednak nie. Zbyt długo musisz po niej cierpieć. Raz na całe życie zapamiętasz, że niewarto oszczędzać. Że trzeba stawiać na jakość.
I tak samo jest z zaufaniem. Nie "oszczędzaj", nie idź na skróty. Poczekaj na spotkanie
z osobą, która zamilknie, gdy będzie trzeba. Która Twój sekret potraktuje jak własną tajemnicę. Która nie okaże się leżącą zbyt długo w magazynie kawą, z której smak już dawno wywietrzał.

wtorek, 6 sierpnia 2013

Tylko jedno złudzenie...

Patrząc z boku, masz naprawdę udane życie. Spokojne, bez górek i dołków, stabilne, bez strachu o to, co przyniesie nadchodzące jutro. Niejeden Ci zazdrości, wielu ma za złe, że powodzi Ci się lepiej. Po czasie staje się to dla Ciebie normą, nie dostrzegasz jak wielkim szczęściem zostałeś obdarzony. Ot, mam gdzie mieszkać, mam z kim, mam za co. Normalne, przecież każdy to ma, czyż nie? Właśnie nie. Tylko Ty jeszcze o tym nie wiesz. Żyjesz w swej bańce mydlanej, która powoli, lecz regularnie rośnie. A wiesz, że to nie jest dobry znak. Wiesz, jednakże odpychasz tę świadomość od siebie.
Bum! Bańka pękła. I tak była dzielna, długo się trzymała. Koniec, nie dała rady. I wiesz co? Niepotrzebnie stoisz w sklepowej kolejce po "Kropelkę". Fakt, to dobry produkt. Ale Twojej iluzji nie poskleja.
Iluzji? Jak śmiesz tak mówić? To było moje życie! Przepełnia Cię gorycz. Powoli dociera do Ciebie, że Twój dotychczasowy żywot mało miał do czynienia z prawdą. Tak, oszukiwał Cię. Może nieświadomie, może dla Twojego dobra. Ale kłamał.
I tylko to teraz potrafisz dostrzec. Zapomniałeś o spokoju jaki do tej pory Ci towarzyszył.
O spełnieniu jakie otrzymałeś. O ludziach, któtrzy są wokoło. Widzisz tylko siebie. Swój ból, swoją rozpacz, swoje rozczarowanie. Nie dostrzegasz, że może nie tylko Ty cierpisz.
Że on i owszem zrujnował to co było, ale jakieś "coś" było. Nie da się zepsuć czegoś, co nie istnieje. Skoro teraz jest źle, to znaczy, że było lepiej. A skoro kiedyś było, to znów być może. Rozumiesz?!
Nie wmawiaj sobie, że wszystko stracone. Że wszystko się skończyło, zniszczyło, rozpadło. Pójdź do parku i popatrz na dzieciaki puszczające mydlane bańki. Fakt, tworzą coś ulotnego, coś co musi się zepsuć. Ale gdy jedna bańka upadnie na chodnik i się rozbije, dziecko nie zrobi następnej? Wykona jedną, drugą i wiele, wiele więcej. Przyjrzyj się tym małym istotkom. One pokażą Ci jak masz pokierować swoim życiem.
Tak. Stwórz bańkę. Jasne, nie zapomnisz o starej. Nie zniknie z Twej pamięci obraz, gdy spadała ona na ziemię i rozbiła się z hukiem. Bo nie o to tu chodzi.
Zapomnieć się nie da, wybaczyć i owszem.

sobota, 3 sierpnia 2013

Ja tyl­ko wal­czę o siebie, ja tyl­ko nie chcę umierać, ja tyl­ko pragnę pokochać.

Nie tylko Ty, Jamesie Freyu. Piszesz o prawdzie uniwersalnej, ważnej jak woda stanowiąca 78 % naszego globu. Piszesz o czymś, co powinno stać się dewizą każdego człowieka. Dlaczego więc tak się nie dzieje? Skąd bierze się paraliżujący strach przed walką o swoje spełnienie?
To nie jest takie proste. Mówisz tak i zaczynasz w to wierzyć. I wiele osób wokoło przyzna Ci rację. Chciałbyś wziąć udział w boju o szczęście, ale coś Ci nie pozwala. Coś tak bardzo Cię ogranicza, wiąże ręcę, zamyka usta, plącze nogi. A cóż to takiego? Wpływy z zewnątrz.
Nie uda Ci się, musisz tak wiele zmienić, inaczej nikt nie będzie Cię chciał. Słyszysz to od kołyski. Przesiąkasz tą trującą ideologią, nie znając innej. To dlatego łatwiej Ci w nią wierzyć, przecież nie można żyć inaczej. Trzeba być potulnym jak cielę, cichym jak mysz pod miotłą, a nie upartym jak osioł. Ty nie możesz mieć własnego zdania, wizji swej przyszłości. To oni wiedzą co jest opłacalne, przyszłościowe, rozwijające. Oni wybierają drogi, Ty nawet nie masz okazji ujrzeć rozstajów. Ślepo wykonujesz misternie stworzony plan, łudząc się, że jest on pisany specjalnie dla Ciebie. Pocieszasz się, że każdy młody człowiek przeżywa to co Ty. Chce się odezwać, ale się boi.
Aż spotykasz kogoś, kto nie lęka się walczyć o swoje marzenia. Kogoś, kto nie jest śnietą rybą płynącą z prądem. Kogoś, kto buntuje się nie dla zasady, ale dla swojego dobra, po to, by kochać. Początkowo nie potrafisz się z nim porozumieć. Dobrze się Wam gada, ale macie inne podejście do życia. Ty widzisz grzyb atomowy, on twarz klauna (http://demotywatory.pl/25606/Punkt-widzenia). Dla niego niesubordynacja jest sposobem na życia, dla Ciebie abstrakcyjnym hasłem ze słownika. I taki stan utrzymuje się długo. On poznaje smak miłości, gorycz porażki, wszechogarniające uczucie samotności. On po prostu ŻYJE. Podczas gdy Ty prześlizgujesz się przez swój żywot, coraz bardziej nienawidząc swoją sytuację.
Kłócicie się, walczycie, toczycie bój. O Twoje szczęście. On chce pomóc, Ty nie wierzysz, że może. On ma nadzieję, Ty jesteś sceptykiem. On wierzy w Twoją determinację, Ty jej nie dostrzegasz.
Wszystko zmienia jedna ciepła noc. Gdy jesteście gotowi na rozmowę. Gdy po raz pierwszy nie odrzucasz gotowej recepty, jaką daje Ci przyjaciel. Kiedy postanawiasz zawalczyć
o siebie.
I teraz wszystko się zmieni. Nie od razu, nie łudź się. Dwa kroki do przodu, jeden do tyłu- zawsze to jakiś progres. Wierz, że to skończy się wiktorią. Wierz, że jesteś powołany do miłości. Wierz, że przyjaciół dostajesz od Boga, by ukazali Ci tę jaśniejszą stronę Księżyca.

wtorek, 30 lipca 2013

Po co?!

Angażujesz się, ufasz, oddajesz wszystko, co masz. Nie potrafisz wyciągnąć wniosków
z lekcji, jakie już dostałeś od życia. Przecież nieźle Ci ono już dokopało. I zamiast usiąść na tyłku i pokornie czekać na lepszy czas, Ty na siłę sam go szukasz. Sam nadstawiasz głowę pod topór kata. Niezły z Ciebie masochista, wiesz?
Krzyczysz, że to nieprawda, że się czepiają, że nie mają racji. Tym razem będzie inaczej, teraz to coś naprawdę poważnego. Przepełnia Cię nadzieja, banan nie schodzi z twarzy, energia rozpiera. Masz ochotę wyjść na ulicę w centrum miasta i wykrzyczeć jak bardzo jesteś szczęśliwy, spełniony, bla, bla, bla... I co, wierzysz, że to trwałe? Że jutro obudzisz się
i znowu będzie pięknie? Nic z tych rzeczy.
Budzisz się a za oknem znowu sypie śnieg. Zresztą jak przez ostatnie kilka dni. Gorąca herbata na rozgrzewkę, gruby szal, czapa na uszy i trzeba iść na podbój świata. Jednak Twoja determinacja skończy się wraz z nadejściem wieczora. Śnieg ustąpił miejsca deszczowi, a radość rozpaczy. Wszystko się skończyło, prysło jak bańka mydlana puszczana w ciepłe dni. Znów jesteś sam.
Nie umiesz się z tym pogodzić, każdy to dostrzega. Desperacko wierzysz, że ten rozbity wazon da się posklejać. Nie ma opcji, skorupy są zbyt drobne. Gruchnęło i to równo. Jedyne co pozostaje zrobić to poszukać szczotki zmiotki, a potem kosza na śmieci. Tak, Złotko. Miejsce Twych nadziei, pragnień, wiary jest teraz w śmietniku. Smutne, brutalne, ale niestety realne.
Pamiętaj, nie obwiniaj siebie. Na pewno nie byłeś kryształowy, nikt nie jest. Jednak nie próbuj zrobić z siebie kozła ofiarnego, na którego barkach ma znaleźć się cała wina. Nie! Ty kurczowo trzymałeś wazon, chroniłeś go przed zniszczeniem. Ty przykleiłeś mu uszko, gdy niezdarnie idąc zahaczyłeś i  odpadło od dzbanka. Wreszcie to Ty wlewałeś do niego wodę, by kwiatuszki nie zwiędły. Ok, czasem o tym zapomniałeś. Ale nie jesteś Perfekcyjną Panią Domu, jesteś człowiekiem, który pielęgnował uczucie jak tylko się dało.
Po co?! By usłyszeć dźwięk rozbijającego się szkła? By płakać nad czymś, co tak bardzo się kochało? By czuć ból, którego zagłuszyć się nie da, na który nie zadziała ani lek ani jakiekolwiek placebo?
Nie. Po to, by kiedyś dostać piękniejeszy wazon. Nie ze zwykłego, sodowego szkła. Ale
z pięknego kryształu, w którym odbijają się promienie słońca, tworząc harmonię barw.
I kiedyś patrząc na niego, jak stoi na stoliku wypełniony bukietem pachnących róż, stwierdzisz: Było warto.


piątek, 26 lipca 2013

Prawdziwe uczucie...

Kurczę, znowu zapomniano go podlać. Nie, no teraz to już na pewno uschnie, ile można żyć na takiej Saharze. Ale nie, on znowu naiwnie wierząc, że kiedyś sobie o nim przypomnisz, trwa. Ziemia zamienia się w skorupę, liście zieleń widziały jedynie za oknem, kwiaty nawet nie miały jak się rozwinąć. Ale on czeka, czeka i wierzy.
Jak to jest możliwe? Bo to kwiat dany w prezencie od przyjaciela. I przejął cechy pierwszego właściciela. Ślepo wierzy, ma nadzieję, jest cierpliwy. Zapomina o złych momentach, jak głupi cieszy się choćby z małej oznaki zainteresowania. Możesz nazywać go naiwniakiem, głupcem, ślepcem. Trafniej jednak będzie powiedzieć, że jest on owocem prawdziwego uczucia.
Bo przyjaźń takim właśnie uczuciem jest. Wiadomo, rodzina to podstawowa komórka życia społecznego, w której się rodzisz i socjalizujesz. Nie masz jednak wpływu na to czy urodzisz się w centrum Starego Kontynentu czy na azjatyckiej prowincji. To nie od Ciebie zależy status społeczny rodziców, wygląd rodzeństwa, geny dziadków. Są to tak zwane czynniki zdeterminowane odgórnie.
Żeby życie nie było takie smutne, Bóg dał Ci możliwość stworzenia drugiej, własnej rodziny. I nie musisz czekać do 18 urodzin, bo nie chodzi tu o ślub, dzieci i dom z ogródkiem. Dostałeś o wiele większy skarb- możesz wybierać sobie przyjaciół. W piaskownicy decydujesz czy zbudujesz zamek z tą dziewczynką w dwóch warkoczykach czy piegusem
z bloku obok. W przedszkolu wybierasz swój obiekt westchnień, którego obdarujesz pierwszym, niewinnym całusem. W szkole siądziesz w ławce z kujonem albo klasowym klaunem. To od Ciebie zależy czy będzie ich mnóstwo czy zostaniesz sam jak palec. Jesteś kowalem własnego losu.
Pomyśl sobie jak wielkie to dobrodziejstwo. Siostra Cię nie rozumie, masz przyjaciółę. Mama wrzeszczy, wyżalisz się kumplowi. Są obiektywni, bezstronni, pomocni. Tworzą wraz z Tobą taki równoległy świat, do którego krewni nie mają dostępu. I to nie dlatego, że tam nie pasują. A dlatego, że takie jest odwieczne prawo natury. Z rodziną wychodzisz dobrze tylko na zdjęciu. Z friendsami masz zdjęcia w trzech czwartych nienadające się do publikacji. Bo to z nimi przeżywasz chwile, których nie zapomnisz. I o których lepiej, by nie wiedzieli rodzice.

niedziela, 7 lipca 2013

Jedyny plan na życie- niczego nie planować!

Lista wydłuża się punkt po punkcie. Wtedy wyjdziesz za mąż, w tym czasie kupisz samochód marzeń, a mając tyle lat umrzesz. Spełniony i zadowolony ze swojej ziszczonej wizji. Przepełniony dumą, że Twój harmonogram uchronił Cię przed wieloma niepotrzebnymi skreśleniami, korektami, pomyłkami.
I wtedy ten przeszywający dźwięk budzika... Otwierasz oczy i powoli dochodzi do Ciebie smutna, aczkolwiek brutalna prawda- to był tylko sen.
Nierealna wizja, utopia, mrzonka. Nikt nigdy nie pomoże Ci wypełnić Twych skrupulatnie tworzonych założeń. Ale jak to? Czyli będą te tak bardzo niechciane defekty? Niestety, tak. Jednego dnia dotknie Cię choroba, która na kilka dni zamknie Cię w domu. Innego nawiedzi Cię okrutne odrzucenie, które zachwieje Twą wiarę w ludzkość. Jeszcze innego razu będziesz musiał zmierzyć się ze śmiercią, która zabierze kogoś, kto był dla Ciebie całym światem. Powoli Twoja starannie wykaligrafowana lista zacznie pokrywać się kolejnymi atramentowymi kleksami. Z marzenia pozbawionego rys pozostanie tylko wspomnienie...
Dobija Cię to. Nie potrafisz się z tym pogodzić. Nie umiesz zrozumieć. Za jakie grzechy? Kto i po co włazi z buciorami w Twe jakże uporządkowane życie? Wchodzi wgłąb jakby miał do tego prawo, dotyka najbardziej czułych punktów.Jest bezduszny! Powoduje zamęt
i cierpienie. Czy naprawdę na tym Mu zależy?
Nie. Wręcz przeciwnie. Osobą, która "psuje szyki" jest Pan Bóg. Jednak to Tobie wydaje się, że On nie ma prawa się angażować. Paradoks. Bo to właśnie On napisał scenariusz,
w którym Ty broisz ile masz tylko sił. Stworzył Go, zanim Ty zacząłeś Swe istnienie. Nie był on idealny. Nie miałeś być dzieckiem w czepku urodzonym, które wychowa się wśród bogaczy, a kończąc podstawówkę będzie poliglotą. Miałeś urodzić się w normalnej, kochającej się rodzinie, która z niecierpliwością oczekiwała Twego nadejścia. W miejscu, gdzie dowiedziałeś się czym jest radość, ale i łzy. Gdzie panowało zrozumienie, ale zdarzały się i "ciche dni". Tam, gdzie zakazy nie były po to, by je łamać, ale by uchronić Cię przed złem tego świata. Choć nie zawsze się dało.
Dlatego uwierz, że On wiedział i wie co robi. Zaufaj, że chce Twego szczęścia!
A wtedy długopis wypadnie Ci z rąk, bo już nie będzie potrzebny. Nie będziesz już chciał niczego zmieniać. Bo pewnych rzeczy zmieniać się nie powinno.