niedziela, 29 grudnia 2013

Miej mię za jaki chcesz instrument: przedąć, rozstroić mię potrafisz, ale zagrać na mnie- nigdy!

Tak bardzo chciałbyś poznać motywację zachowań ludzi wokoło. Dlaczego robią tak, a nie inaczej. Co skłania ich do podjęcia właśnie takich decyzji. Cóż takiego się stało, że są dokładnie tacy. A, nie wiedząc dlaczego, ciągle Ci się nie udaje.
Z pomocą może przyjść, jak w wielu innych przypadkach, literatura. To Szekspirowski Hamlet użył genialnego porównania dla wyjaśnienia swojej skrytości wobec bliskich. Poznanie człowieka porównał do poznania instrumentu muzycznego: Chciałbyś grać na mnie, wmawiasz sobie, że znasz mój mechanizm? Chciałbyś wyrwać ze mnie rdzeń mej tajemnicy, wycisnąć ze mnie całą skalę tonów, od najniższej nuty aż do dyszkantu; a w tym tu marnym instrumencie tyle jest głosu, tyle harmonii, jednakże nie możesz go skłonić do przemówienia. Cóż u kata! Czy sądzisz, że na mnie łatwiej zagrać niż na flecie?
Tylko ten, kto próbował nauczyć się grać na jakimkolwiek instrumencie, wie ile wymaga to pracy, wysiłku, wyrzeczeń. Jak często ma się dość i najchętniej zrezygnowałoby się
z ćwiczenia na rzecz słodkiego lenistwa. Trzeba nie lada uporu, by osiągnąć wysoki poziom gry, który zachwyci nawet tych, którym słoń na ucho nadepnął.
Jednak najwytrwalszym się uda. Z poznaniem człowieka jest trochę inaczej. Nie powstał on
z drewna czy blachy, ale z nieco bardziej wyszukanych materiałów. Posiada niesamowicie skomplikowany mechanizm, gdzie pomieściłoby się miliony tonacji. W ciągu chwili
z radosnego, durowego brzmienia potrafi potrafi przejść w melancholijny, molowy nastrój. Nawet najwybitniejszy muzyk nie zgłębi do końca jego tajemnicy.
Rozstroić człowieka też nie jest trudno. Czasem nawet najmniejszy błąd spowoduje brak harmonii. Tak, nie jest on idealny.Jednak widać w nim przebłysk geniuszu- imponuje on raczej swoją niezależnością.



Tytuł i cytat zaczerpnięte z Hamleta Williama Szekspira (Akt III, scena 2) 

wtorek, 17 grudnia 2013

Niemożliwe jest możliwe!

Nie dasz rady! Nie poradzisz sobie! Nie uda Ci się! Ile razy słyszałeś w swojej głowie takie słowa? Słowa okrutne, podcinające skrzydła, pozbawione nadziei. Przez które często rezygnowałeś z podjętych już zobowiązań z poczuciem, że to nie ma prawa skończyć się szczęśliwie.
Rezygnowałeś, bo wybrałeś złego doradcę. Niestety, zamiast wsłuchać się w szept, wolałeś wybrać krzyk. Nie wszedłeś wgłąb, wybrałeś drogę na skróty. Jasne, tak jest łatwiej, szybciej, bez stresu. Ale właśnie w taki sposób się przegrywa. Pół biedy, jeśli polegniesz
w bitwie. Gorzej, jeżeli przez swój brak wiary, przegrasz całe życie.
Tak, to właśnie brak wiary powoduje tak łatwą rezygnację z wydawać by się mogło niemożliwych rzeczy. A dokładniej to nie brak wiary, ale wiara w tego,w którego wierzyć nie powinieneś. Zaufałeś komuś, kto z całych sił chce Ci wmówić, że sobie nie poradzisz.
Że jesteś sam, mały i słaby. A Ty nie widząc nikogo wokoło, zaczynasz tak właśnie się  czuć.
Rzeczywiście, możesz nie dostrzegać w swoim otoczeniu ludzi, którzy byliby w stanie pomóc Ci pokonać Twój problem, sprostać wyzwaniu. I to wcale nie dlatego, że nie chcą.
Ale dlatego, że podobnie jak Ty są ludźmi.
A człowiek sam niewiele może zdziałać. Jest zbyt niecierpliwy, niewierny i słaby. Właśnie dlatego zawsze ma nad sobą Kogoś, kto będzie go przekonywał, że niemożliwe jest możliwe. Kogoś, kto jest z nim na dobre i na złe. Kogoś, kto nie obrazi się, gdy ten wybierze innego doradcę. Wręcz przeciwnie- nie obrazi się, a będzie wiernie czekał aż człowiek wreszcie przejrzy na oczy i raz na zawsze zapamięta Kto w jego życiu dokonuje cudów.
Dlatego nie bój się wątpliwości, nie lękaj się swojej osobistej bezradności. Jak najbardziej masz prawo tak właśnie się czuć. Tylko, w takich sytuacjach zastanów się kto może przyjść Ci z pomocą. Nie daj sobie wmówić, że nic już nie da się zrobić. Zawsze się da. Bo jest nad Tobą Ktoś, kto jest w stanie zrobić wszystko.

Inspiracja- http://www.youtube.com/watch?v=nCC9A4DVSeg



czwartek, 12 grudnia 2013

Dojrzałość nie wyraża się gotowością na śmierć za słuszną sprawę, ale pokornym życiem dla niej.

Znowu tyle wspaniałych koncertów się szykuje, tyle wyprzedaży w centrach handlowych,
a na koncie już niedługo pojawi się zastrzyk gotówki.Czy coś jeszcze trzeba tłumaczyć? Czy wnioski nie nasuwają się same?
Powinny. Ale, nie wiedząc czemu, nie przychodzą. A raczej przychodzą, jednak zupełnie inne i niespodziewane. Nie wiadomo jak i gdzie do głosu dochodzi zdrowy rozsądek, o którego istnienie jeszcze do niedawna się nie podejrzewałeś. Zaskakuje Cię to a nawet przeraża. Nie poznajesz siebie, co bez wątpienia rodzi niepokój w sercu. Ta sytuacja zmusza Cię do refleksji. Siadasz i dumasz...
W sumie to sporo się zmieniło. Odkryłeś nowe pasje, poznałeś innych ludzi, określiłeś swoje poglądy czy gusta. Nie wyobrażasz sobie, by wyjść na miasto w bluzie z kapturem, nie czytasz durnych pisemek, gdy w tle wygrywa disco polo. Czy w tym było coś złego, niestosownego? Nie. To było odpowiednie w odpowiednim momencie. On odszedł bezpowrotnie.
Dlatego dziś jest Ci  łatwiej wyobrazić sobie odkładanie grosz do grosza na samochód marzeń niż wydanie kilkuset złotych w jeden wieczór. To dlatego, mimo zmęczenia, przyswajasz wiedzę, by mogła ona zapewnić Ci w przyszłości lepszy byt. W końcu to dlatego, choć czasem masz dość, kurczowo trzymasz się swoich bliskich, bo wiesz, że bez nich nic nie wyjdzie.
Jednak pamiętaj, by w tym wszystkim nie zatracić swoich dzięciecych instynktów. Przecież to pierwszy resorak stał się zachętą do marzeń o kupnie prawidziwego auta. To na lalkach uczyłeś się jak zajmować się dziećmi. To w piaskownicy szlifowałeś swe umiejętności budowlane jak i kulinarne. Nigdy nie wymaż tego z pamięci. Czasy lat najmłodszych są niesamowitą lekcją. Bo jak mawia, może dziś zbyt często cytowany, Paulo Coelho: Dziecko może nauczyć dorosłych trzech rzeczy: cieszyć się bez powodu, być ciągle czymś zajętym
i domagać się- ze wszystkich sił- tego, czego pragnie.

środa, 4 grudnia 2013

Wielu trzy­ma się upar­cie raz ob­ra­nej dro­gi, lecz tyl­ko nieliczni dążą kon­sekwen­tnie do swe­go celu.

Trzeba podjąć decyzję. Koniec udawania, że sprawa sama się załatwi. Wybierasz opcję.
W mądrej książce czytasz, żeby swój wybór napisać na kartce. Podobno słowo pisane ma większą moc niż mówione. Kiedy coś przelejesz na papier, czujesz się za te słowa bardziej odpowiedzialny i podświadomie dążysz do ich realizacji.
Wybrałeś drogę, którą chcesz kroczyć. Brawo, to ważny krok do przodu. Tylko niestety nie rozumiesz, że samo nakreślenie trasy nie jest zdobyciem szczytu. By wejść na górę, najpierw trzeba się porządnie zmęczyć. Często mieć dość, umierać z wykończenia, poddawać się co minutę, a podnosić po dwóch. Wiadomo, do takiej eskapady trzeba się należycie przygotować. Poznać topografię terenu, zgromadzić mapy, znaleźć miejsce postoju
i odpoczynku, a wreszcie spakować niezbędny ekwipunek. Czasem te wszystkie czynności męczą bardziej niż późniejsze wchodzenie po stromym zboczu.
Może dlatego ich unikasz? Nie masz odwagi, by podjąć wyzwanie. Ale nie masz też odwagi, żeby zrezygnować z raz podjętej decyzji. Skoro złożyłeś pisemną deklarację, czujesz się zobowiązany w niej trwać. Nieważne, że z perspektywy czasu dostrzegasz coraz więcej przeszkód w realizacji zamierzenia. Dla Ciebie liczy się to, że jesteś wierny sam sobie.
Wierny, ale niekonsekwentny. Wybrałeś drogę, ale nie obrałeś sobie celu. Idziesz, ale nie wiesz gdzie i po co. Nie masz pojęcia co czeka Cię na końcu trasy. Bo sam tego końca nie określiłeś.
Tak, wyznaczenie celu nie jest łatwe. Nie dość, że to wielkie zobowiązanie, a więc
i odpowiedzialność, to jeszcze niesamowicie czasochłonne. Sam wybór nie wystarczy. Potrzebna jest także ogromna samodyscypilna, żeby sprawdzać jak wywiązujesz się z raz postawionego sobie zadania.
Dlatego usiądź raz jeszcze nad kartką, na której napisałeś obraną drogę. Zastanów się czy rzeczywiście jest ona dla Ciebie najlepsza. Nie upieraj się, jeśli w to nie wierzysz. Naprawdę, decyzję można zmienić. Jednak jeśli uważasz, że to była dobra decyzja, wyznacz sobie konkretną metę- szczyt, na którym chcesz wbić swoją flagę. A, no i zapisz ten cel. Przecież wtedy na pewno go osiągniesz, prawda?

sobota, 30 listopada 2013

Obyś był zimny albo gorący!

Obojętne! Cokolwiek. Wiesz przecież, co lubię. Jak często wypowiadasz te słowa... Gdy Pani w barze szybkiej obsługi prosi Cię o wybór napoju do zestawu, kiedy mama pyta co chciałbyś dostać na urodziny. Nie ułatwiasz zadania, wiesz?
Wiadomo, takie podejście jest łatwe. Zwalnia z myślenia, decyzyjności, a co za tym idzie, odpowiedzialności. W razie niepowodzenia zawsze masz na kogo zrzucić winę. Ty masz czyste ręce, głowę wolną od problemów. Wierzysz, że ludzie wokoło dokonają słusznych wyborów. Nie chodzisz do urny, nie wypowiadasz się na temat kontrowersyjnych kwestii.
Z tobą można porozmawiać co najwyżej o pogodzie, pod warunkiem, że masz ją stwierdzić, a nie ocenić. To już zbyt wiele. Po co się narażać?
Wszyscy wokoło widzą Twój problem, tylko nie Ty sam. A to jest w tym wszystkim najgorsze. Już lepiej byłoby, gdybyś zauważał co jest nie tak, a nie chciał tego zmienić. Zawsze jest nadzieja, że kiedyś przejrzysz na oczy. A taki marazm jest nie do przyjęcia. Nieświadomie zabijasz się dzień po dniu. Bo w dniu, w którym nie będziesz w stanie podjąć najmniejszej decyzji, umrzesz. Tak można nazwać całkowite zrezygnowanie z wolnej woli.
Nie masz pojęcia jak wielki to dar. Bóg dał Ci wolność podejmowania decyzji. Robiąc to wiedział, że nie zawsze będą one słuszne. Ale On nie stwarzał robotów, a Swoje podobieństwo- ludzi. Z miłości ofiarował coś, czego Ty nie dostrzegasz lub dostrzec nie chcesz. Ty widzisz tylko komfort siedzenia cicho. Jakież to bezpieczne!
Mylisz się. Nie zdajesz sobie sprawy jak wielkie zagrożenie stwarzasz dla samego siebie. Cegiełka po ciegiełce dokładasz powoli do swojego getta. Kiedy ukończysz budowę, będzie po wszystkim. Zostaniesz zamknięty pośród ludzi, bez możliwości wyjścia. Czeka Cię życie obok życia. A może raczej egzystencja? Jedzenie podstawią pod nos, władzę wybiorą, święta zorganizują. Ale dla Ciebie zabraknie w tym świecie miejsca. A najgorsze, że sam się go pozbawisz. To jedyna decyzja na jaką będzie Cię stać.


niedziela, 24 listopada 2013

Wy­rozu­miałość jest owo­cem zna­jomości włas­nych błędów.

Nie ma problemu, wszystko rozumiem. Tak bardzo bał się powiedzieć Ci, że znów nie znajdzie dla Ciebie czasu, a Ty przyjmujesz to tak spokojnie, chłodno, bez emocji. Jak nie dzisiaj to jutro. Nie ma się czym przejmować. Będzie chwila oddechu. Ty rozumiesz, ale on nie.
Jak możesz być taka opanowana? Dlaczego się nie obrażasz, nie strzelasz fochów, nie trzaskasz drzwiami? Takie zrozumienie jest chyba formą kary. Łatwiej byłoby kupić kwiaty na przeprosiny niż głowić się nad przyczyną Twego zachowania, które nie daje mu spokoju.
A może już Jej nie zależy? Na pewno uczucie już się wypaliło, zainteresowanie minęło i teraz już nic Ją nie wzrusza. Tak, to by wszystko tłumaczyło! I w jego głowie z prędkością światła buduje się cała wizja- koniec uczucia, emocjonalny chłód, nieuchronne rozstanie. Nie pozostaje nic innego jak zapytać samą zainteresowaną.
Nie, nie kochany. Sytuacja wcale nie jest taka oczywista. Może trudno Ci w to uwierzyć, ale wcale nie chodzi tutaj o brak zainteresowania. Wręcz przeciwnie. Tutaj ujawnia się nie brak, a obecność pewnej cechy. Tak pożądanej przez każdego człowieka, a tak trudnej do wypracowania.
Rzeczywiście, bycie wyrozumiałym do najłatwiejszych nie należy. Gdzież zrozumieć kogoś, kto w ostatniej chwili zmienia plany? Jak pogodzić się z nagłym brakiem czegoś, co już zostało obiecane? W jaki sposób wytłumaczyć sobie fakt, że ktoś może mieć inne ważne osoby w swoim życiu? Przecież od tego masz wolność słowa, by z niej korzystać. Masz prawo wykrzyczeć swoje niezadowolenie, dać do zrozumienia jak bardzo skrzywdzony się czujesz. Niby tak.
Takie niedojrzałe myślenie będzie Cię prześladować, dopóki sam nie zaczniesz nawalać. Kiedy raz, drugi, trzeci będziesz musiał odmówić, spóźnić się, wybrać między dwojgiem, wtedy nagle uświadomisz sobie jak to jest stać po drugiej stronie lustra. Jako ten, który musi się tłumaczyć. Ten, który ze strachem, ale i nadzieją czeka na zrozumienie. I jeśli sam nie będziesz straszył, nie będzie się czego bać.

czwartek, 21 listopada 2013

Niez­de­cydo­wanie jest naj­większą chorobą.

Tak wiele zadań, tak mało czasu. Sen przyszedł za późno, nie chciał szybko wypuścić Cię ze swych objęć. Już rano w Twoim planie stworzył się niemały poślizg, którego łatwo nadrobić się nie da. Szczególnie, gdy ujawni się jedna z Twoich niepożądanych w tym dniu cech.
Od czego zacząć? Co jest priorytetowe a co może poczekać? Co zajmie chwilę a co zabierze mnóstwo czasu i energii? Niewykonanie którego celu okaże się najmniej bolesne? Nie masz bladego pojęcia. Siadasz i myślisz. Wydaje Ci się, że myślisz. Tak naprawdę bezsensownie gapisz się w sufit, chyba z nadzieją, że nad Twoją głową zjawi się rada wprost z nieba. Nie zdajesz sobie sprawy ile trwa ten bezruch, który kradnie resztki czasu, minuta po minucie.
I zanim się obejrzysz, za oknem pojawia się jesienny zmierzch.
Twoje oczy robią się ogromne niczym satelitarne talerze. Panika ogarnia Cię od stóp do głów. Powinieneś zacząć działać. Zrobić cokolwiek. Wypełnić choć część założeń. Zmniejszyć wymiar kary. Ale Ty się poddajesz. Siadasz na elektrycznym krześle bez walki. Uważasz, że jest już za późno, by coś zmienić.
Skazałeś się, zanim usłyszałeś werdykt. Nie pomogłeś samemu sobie, choć naprawdę mogłeś. Tak, masz rację. Pewnych win zmazać się nie da. Zawaliłeś, nie podołałeś, zawiodłeś. Przyczyniło się do tego  niezdecydowanie, które ogarnia Cię zawsze, gdy masz zbyt wiele na głowie. Wtedy najprościej zacząć analizować, rozważać, układać sobie
w głowie plan działania. Nic bardziej mylnego! W takim momencie myślenie nic nie da. Trzeba działać! Od razu, bez zastanowienia. Większkość zadań jest na wczoraj. One są bezwzględne. Chcą być wykonane od zaraz.
Dlatego nie pozwól sobie usiąść tam, skąd już nigdy nie zejdziesz. Na samosąd jeszcze przyjdzie czas. Nigdy nie bądź dla siebie surowym sędzią. Ty masz siebie kochać i bronić do ostatniej kropli krwi jak adwokat, który bierze niebotyczne honorarium i potrafi szukać dowodów niewinności przestępcy. Zapomnij o rozkładzie na czynniki pierwsze. Brak decyzji jest najgorszą decyzją.